Lekkoatletyka. Anita Włodarczyk: Nauczyłam się cierpliwości. To było najtrudniejsze

Lekkoatletyka. Anita Włodarczyk: Nauczyłam się cierpliwości. To było najtrudniejsze

Anita Włodarczyk odwiedziła w czwartek Stadion Śląski. - Jesteśmy dumni, że jest ambasadorką Stadionu Śląskiego. Tutaj zawsze będzie miała wsparcie - przyznał Jan Widera, prezes obiektu. Marszałek województwa Jakub Chełstowski wręczył mistrzyni olimpijskiej czek na 30 tysięcy zł.  Paweł Czado. Będzie pani w tym roku jeszcze startowała?Anita Włodarczyk: - Nie, Zakończyłam sezon startem igrzyskach w Tokio. Po raz pierwszy w historii: nigdy nie miałam takiej sytuacji żeby kończyć sezon startowy na najważniejszej imprezie. To była dla mnie nowość, takie były założenia przed igrzyskami. To z tego względu, że musimy wcześniej zacząć przygotowania, bo mistrzostwa świata w amerykańskim Eugene rozpoczynają się miesiąc wcześniej [to najszybciej rozpoczynające się lekkoatletyczne mistrzostwa świata w historii, jedyne, które odbędą się w lipcu od początku czyli od 1983 roku, przyp.aut.]. Zazwyczaj było jeszcze kilka startów nawet w połowie września. Stwierdziliśmy, że teraz będzie inaczej: krótki odpoczynek, regeneracja - tak żeby spokojnie rozpocząć przygotowania do mistrzostw świata. Będę tam startowała w połowie lipca, wszystko jest mniej więcej zaplanowane, jeśli chodzi o przygotowania. A za trzy lata chciałabym wystartować jeszcze na igrzyskach w Paryżu. Po dwóch latach walki o powrót do zdrowia, rehabilitacji mój organizm zregenerował się i od strony psychicznej nabrałam świeżości, odpoczęłam. Nigdy dotąd nie miałam tak długiej przerwy. Jestem głodna sukcesów, głodna treningów. 

Zdobyła pani wszystko co możliwe: trzy mistrzostwa olimpijskie, pięć razy mistrzostwo świata. Jak u pani z motywacją?- Motywacja cały czas jest, nigdy mi jej nie brakowało. Jeszcze większą poczułam w momencie rehabilitacji. Chciałam pokazać ludziom, którzy mają problemy zdrowotne, że można ciągle walczyć [w ciągu ostatnich dwóch lat Anita Włodarczyk przeszła dwie operacje kolana, miała poważny uraz łękotki bocznej kolana nogi obrotowej, przyp. aut.]. Chciałam pokazać, że nie należy mnie jeszcze skreślać. Po mistrzostwach Europy w Berlinie spadłam na samo dno i trzeba było się odbić. Inaczej smakuje medal kiedy jest się zdrowym i wszystko jest fajnie poukładane a inaczej kiedy z tego dna trzeba było się wydobyć i pokonać długą drogę. Jedyne co było wtedy piękne to fakt, że nigdy nie brakowało mi wiary. Wierzyłam, że uda mi się to zrobić. Nauczyłam się cierpliwości, bo to było najtrudniejsze: wytrzymać to wszystko i nie przyśpieszać rehabilitacji, były naprawdę wielkie pokusy żeby już zacząć, ale doktor mnie stopował: "lepiej jeszcze poczekać tydzień niż zacząć za wcześnie". Dużo doświadczenia zdobyłam w czasie rehabilitacji i dużo wniosków wyciągnęłam.

Trwają mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn - 

W takim momencie, kiedy jest najtrudniej można wiedzieć na kogo można liczyć.

- Sytuacje kiedy jest się w trudnym okresie, kiedy potrzebuje się wsparcia pokazują najlepiej kto jest prawdziwym przyjacielem a kto jest tylko w momentach kiedy są sukcesy. To jest - że tak powiem - najlepsza selekcja. Na szczęście miałam duże wsparcie ze strony rodziców, przyjaciół. Siedem tygodni w ortezie, gips, te kąpiele... Wtedy doceniłam też wysiłek osób niepełnosprawnych. Zawsze im współczułam, ale dopóki tego nie doświadczyłam - traktowałam to inaczej.

Ale nie było momentu gdy pani pomyślała: "nie dam rady, rezygnuję".

- Nigdy! Bardzo chciałam pokazać, że z trudnych sytuacji można wyjść. Głowa, moje nastawienie odegrały znaczną rolę. Przed Tokio moja forma rosła a ja byłam spokojna, choć dużo ludzi na początku sezonu było zdziwionych, bo rzucałam po 72, 73 metry i zabrakło mnie w składzie na drużynowe mistrzostwa Europy. Ale ja byłam spokojna, to mnie w ogóle nie przerażało, wiedziałam w jakim punkcie treningu jestem i od startu w memoriale Ireny Szewińskiej wiedziałam, że zmierzamy we właściwym kierunku. A teraz? Są pewne pomysły co będę robiła po zakończeniu kariery, ale na razie to jeszcze odsuwam. Czasem mówi się, że kiedy człowiek ma 35-40 lat to już stary sportowiec, zniszczony, ale w moim przypadku dużo zmienił dr Robert Śmigielski. Medycyna idzie do przodu (uśmiech), także jeśli chodzi o regenerację. Teraz, przed Paryżem będę o tę regenerację musiała jeszcze bardziej dbać. Natomiast motywacji mi nie zabraknie. 

Najnowsze informacje z ME w siatkówce mężczyzn -