Pekin 2022. Małysz: - Jeszcze protestujemy. Ale skoczkowie się z tym pogodzili

Pekin 2022. Małysz: - Jeszcze protestujemy. Ale skoczkowie się z tym pogodzili

Dariusz Wołowski, Interia: Skoczkowie są już po sześciu seriach treningowych na skoczni normalnej, gdzie w sobotę odbędą się kwalifikacje, a w niedzielę walka o olimpijskie medale. Czuje pan już skok adrenaliny? Kamil Stoch spisuje się świetnie.

Adam Małysz: - Treningowe skoki Kamila zbudowały w nim pewność. Mógł dziś nawet odpuścić dwie serie, a to sygnał, że niczego nie potrzebuje poprawiać. U mnie ekscytacja przed niedzielnym konkursem narasta, jestem optymistą. Wynika to nie tylko z formy Kamila, ale także Dawida Kubackiego i Piotra Żyły. Gdyby wyciągać wnioski z olimpijskich treningów, hierarchia wygląda trochę inaczej niż w Pucharze Świata. Dla nas to oczywiście dobra wiadomość, bo dotąd zima była daleka od oczekiwań.

Niemcy, Norwegowie, Ryoyu Kobayashi nie dominowali na treningach w Zhangjiakou tak jak w Pucharze Świata.

- Gołym okiem widać, że Niemcy założyli na treningi mniejsze kombinezony. Nie wiem, może na sam konkurs wyciągną te swoje worki? Jak zareaguje na to FIS? Faktycznie dotąd nie błyszczeli na skoczni w Zhangjiakou. Jeśli chodzi o Norwegów to nieźle skacze Halvor Egner Granerud, choć ma opinię speca od skoczni dużych. Ryoyu Kobayashi spisuje się przeciętnie. Nie wyciągałbym jednak z tego pochopnych wniosków. Niestety na skoczni olimpijskiej wiało dotąd mocno, warunki były loteryjne. Czy do niedzieli wiatr się uspokoi? Jeśli nie, w konkursie trzeba będzie oddać dwa świetne skoki i jeszcze mieć sporo szczęścia. Element przypadkowości dodaje pikanterii igrzyskom. W Pucharze Świata każdy skok nie ma aż takiej wagi, takiego ciężaru.

Kto poza Granerudem zrobił na panu wrażenie podczas olimpijskich treningów?

- Słoweniec Peter Prevc skacze dobrze i równo. Także Danił Sadriejew, który był w czołówce każdej serii. To by była sensacja, gdyby Rosjanin zdziałał coś na igrzyskach, ale dlaczego nie? Kibice lubią niespodzianki.

Polscy skoczkowie nie wystartują w niedzielę w swoich nowych butach?

- Nie. Choć uważamy, że są regulaminowe, ale na igrzyskach już ich użyć się nie da. Jeszcze protestujemy w FIS, ale nasi skaczą w starych butach. Najbardziej żałował tego Piotrek Żyła, ale już się z tym pogodził. Dla Kamila to w ogóle nie był specjalny problem.

Piotr Żyła ma swoje porachunki z igrzyskami. W Soczi skakał poniżej oczekiwań, w Pjongczangu doznał jakiejś niewytłumaczalnej zapaści formy. Był tylko rezerwowym. W Pekinie weźmie rewanż?- Tak sądzę. Jego skoki treningowe na normalnej skoczni olimpijskiej wyglądały naprawdę obiecująco.Jakie znaczenie może mieć w Pekinie fakt, że Stoch tak dobrze zna specyfikę igrzysk?

- Wyłącznie pozytywne. Kamil lepiej niż ktokolwiek inny wie jak reagować na stres takiej imprezy. Spójrzmy: dwa niedzielne skoki mogą dać zawodnikowi miejsce w historii. Trzeba mieć wielką formę, lub olbrzymie doświadczenie, by mierzyć się z taką presją. Stoch je oczywiście ma. Z dyspozycją też jest ok. Ale poczekajmy, żeby nie zapeszyć. Już kilka razy tej zimy wydawało nam się, że jest lepiej.

Czyli czekamy na zawody z nieśmiałym optymizmem?

- Dlaczego z nieśmiałym? Z zupełnie śmiałym. Oczywiście igrzyska to wielka impreza, dwa skoki mogą zmienić wszystko co się tej zimy działo. Gwarancji nie mamy żadnej, ale treningowe serie pokazały, że nasi będą mieli w niedzielę swoje szanse.

Simonowi Ammannowi wielkich szans na medale się nie daje, ale zalicza swoje siódme igrzyska. Co pan czuje, gdy patrzy na rywala ze skoczni, który zabrał panu trzy złote medale igrzysk i w wieku 40 lat wciąż walczy.

- Zawsze się lubiliśmy z Simonem. On mi niczego nie zabrał, te cztery złota igrzysk sobie wywalczył. W Vancouver z pomocą nowinki sprzętowej, ale przede wszystkim dzięki talentowi i formie. Sprzęt może dawać przewagę, ale nie skoczkowi, który jest przeciętny. Ammann nigdy przeciętny nie był. A że w wieku 40-lat ma jeszcze motywację do ciężkiej pracy, utrzymania wagi i kondycji to jest godne podziwu. Niech skacze, daj mu Boże.

Kiedyś wspominał pan, że specjaliści od sportów zimowych traktowani byli w Polsce jako sportowcy drugiej kategorii. Małysz, Justyna Kowalczyk, Stoch, Kubacki, Żyła, a także nasi łyżwiarze zmienili ten punkt widzenia. Od Salt Lake City przez 20 lat na każdych zimowych igrzyskach Polacy zdobywają medale.

- W ogóle igrzyska zimowe były zawsze w cieniu letnich. Nie tylko PKOl, także MKOl tak do tego podchodził. My cieszmy się tym, że nastał czas, gdy nasi zimowi sportowcy są w stanie walczyć ze światową czołówką, a nie zaliczają jedynie udział w igrzyskach. Dzięki temu zimową olimpiadę ogląda się ze znacznie większymi emocjami. Nie wiem, czy w niedzielę nasi skoczkowie sięgną po medale, ale sam fakt, że jest to możliwe, nakręca nas mocno.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

ZOBACZ TEŻ: