Konrad Dąbrowski: Wszystko jest lepsze niż w zeszłym roku

Konrad Dąbrowski: Wszystko jest lepsze niż w zeszłym roku

W zeszłym roku Konrad ukończył Dakar jako najmłodszy motocyklista w historii. W tym roku jest już blisko "30". Czy takie były założenia?

Konrad Dąbrowski: - Bardziej niż na miejscu zależy mi na postępie w jeździe. Chcę go widzieć i tak właśnie jest. Jestem bardzo zadowolony z dotychczasowych etapów. Wszystko jest lepsze niż w zeszłym roku.

Marek Dąbrowski: Konrad naprawdę zrobił wielki postęp, bo wiem, w jakiej grupie jechał rok temu i widzę, w jakiej startuje teraz. Dogania już zawodników fabrycznych, choć jeszcze nie tych najszybszych. W życiu nie przypuszczałem, że to będzie tak szybko. Jeżeli wszystko będzie szło bez przeszkód, to myślę, że potrzebuje jeszcze z trzech sezonów, żeby być takim ugruntowanym, bardzo dobrym zawodnikiem.

 Co się poprawiło najbardziej?

K.D.: Jestem bardziej uniwersalny, jeżdżę już podobnie szybko na różnych nawierzchniach, chociaż najbardziej lubię wydmy. Zrobiłem się większy, silniejszy i też trochę przytyłem, co też jest ważne. Poprawiłem też technikę jazdy i dzięki temu wszystkiemu jestem w stanie szybciej jechać.

M.D.: W poprzednim Dakarze syn miał trochę inne warunki fizyczne. Nad kondycją pracuje jak olimpijczyk i jestem przekonany, że mając 23 czy 24 lata będzie zupełnie innym Konradem. Ma profesjonalny program treningowy z trenerem. Nawet się ze mną piwa nie może napić, bo musi akurat coś wykonać. Kiedyś nie trzeba było się aż tak przygotowywać, dzisiaj czołówka w motocyklach jest niesamowita. Pierwsza "40" jest tak mocna jak chyba nigdy wcześniej.

Tata chwali pana zaangażowanie w treningi. Rzeczywiście to przynosi efekty?

K.D.: Na pewno. W zeszłym roku już po drugim etapie marzyłem o rest day. Teraz czuję, że mam jeszcze w sobie sporo siły i widzę, że treningi w ciągu tego roku nie poszły w las. Poprzednio po czwartym etapie byłem tak zmęczony, że ciężko mi było nawet wyobrazić sobie, że przejadę rajd do końca. Teraz jestem w dobrej formie i jestem w stanie wykorzystywać swoje możliwości na całym odcinku. Chociaż nie ukrywam, że ten Dakar też już trochę czuję.

Podobno tata radzi synowi, żeby wolniej jechał?

K.D.: Tata mnie próbuje stopować, bo się o mnie boi. Ale mu się to póki co nie udaje. Oczywiście słucham tego co mówi i nie ryzykuję nadmiernie. To duży komfort psychiczny, że jest tu ze mną. Zawsze mam się komu wygadać, poprosić o radę. Był zawodnikiem, więc najlepiej wie, z czym ja się mierzę.

M.D.: Poprzedni Dakar Konrad po prostu pięknie dojechał do mety, a teraz już atakuje. Ja go cały czas zachęcam, żeby jechał trochę spokojniej, ale to już jest pełnej krwi zawodnik i nie słucha. No, ale na razie wszystko jest w porządku, motocykl cały, więc nie powinienem się denerwować. Jednak czasem ojcowska troska bierze górę.

Pójście śladami taty to był samodzielny wybór?

K.D.: Tak. Pamiętam, jak jeszcze jako dziecko oglądałem cały czas filmy z Dakaru. Leżałem w takim łóżku w kształcie samochodu, oglądałem te filmy i marzyłem, że kiedyś to ja będę tak jechał. Dlatego będąc na Dakarze spełniam swoje marzenia.

M.D.: Konrad urodził się w 2001 roku, czyli już jako dziecko widział ojca na Dakarze. Świadomie wybrał taką drogę. Już jako dzieciak trenował pływanie w szkole sportowej z myślą, że będzie mu się później lepiej jeździło na motorze. Widziałem, że Konrad jest bardzo rozsądny i szybko łapie nawigację i tuż po tym jak zrobił prawo jazdy pojechaliśmy do Maroka na treningi. Ale wiem, jak trudny jest Dakar i miałem pewne opory przed posłaniem go tutaj. Wiem jak jest ciężko, wiem jak jest szybko, wiem jak jest niebezpiecznie.

Konrad w wieku 19 lat ukończył Rajd Dakar. Czy pan w jego wieku też tak dobrze jeździł?

M.D.: W życiu. On już teraz jeździ lepiej ode mnie. Ja zaczynałem jeździć na motorze, gdy miałem 18 lat, on w tym wieku zrobił Africa Race. Gdy miałem 21 lat, to już coś jechałem, ale to absolutnie nie ten poziom. On mi nie wierzy, ale naprawdę nie ma porównania.

Po raz pierwszy startował pan w Dakarze w 2000 roku jeszcze w Afryce. Jak od tego czasu zmienił się ten rajd?

M.D.: Teraz jest zupełnie inny. Kiedyś całe assistance, dziennikarze, wszystko co się rusza musiało jechać w samochodach przystosowanych do rajdów. Ciężarówki z częściami musiały pokonywać wydmy, bo nie było innej drogi. Inne były biwaki. To była wielka karawana ciągnąca przez pustynię. Teraz to się zupełnie zmieniło. Najpierw była Ameryka Południowa, gdzie można było sobie lody kupić i pójść do hotelu, teraz część zawodników ma kampery i już nie śpi w namiotach. To jest zupełnie inna dyscyplina. Motocykle są teraz tak dobre, że prawie nic się z nimi nie dzieje. Liczba maszyn fabrycznych jest ogromna. Są firmy przygotowujące piękne samochody i obsługujące wszystko od A do Z, tylko trzeba zrobić przelew.

Jak duży?

M.D.: Start w Dakarze jest bardzo drogi. Wiadomo, że można się zamknąć w budżecie powiedzmy 300 tys. złotych i próbować to przejechać. Ale śmiało można dojść do miliona, jeżeli chcemy, by motocykl miał lepsze zawieszenie i silnik, żeby był dobry kamper, dobry samochód assistance, dobry press car. My staramy się to robić po najmniejszych kosztach, ale musimy mieć najlepszych mechaników i nowy motocykl.

 Jest pan właścicielem firmy DUUST, która ma tu dwóch zawodników. Przed laty założył ją pan z myślą o występach Konrada?

M.D.: Założyliśmy firmę DUUST z myślą o prowadzeniu zawodników z całego świata. U nas pierwszy raz startowali Toby Price czy Pablo Quintanilla. Obsługiwaliśmy już wcześniej z 50 różnych zawodników. Teraz to wszystko nam trochę zatrzymał covid i oprócz Konrada mamy tu tylko Mohhameda Jaffara z Kuwejtu. Ale trudno to wszystko spiąć finansowo. Cały czas szukam sponsorów, staram się o kredyty. Jeszcze miesiąc przed startem nie wiedziałem, czy Konrad będzie mógł tu pojechać.

Jest pan wielokrotnym uczestnikiem Rajdu Dakar. Czy teraz, będąc w innej roli, nie ciągnie pana, żeby wsiąść na motor i pojechać razem z Konradem?

M.D.: Ostatnio zrobiłem sobie operację barku, kompletną protezę, więc niedługo będę mógł znowu wsiąść na motocykl. Ale nie mam takiej tęsknoty, bo mamy już w rodzinie zawodnika, którego nigdy bym nie dogonił. Mogę sobie pojeździć najwyżej dla przyjemności. Jeśli miałbym jeszcze kiedyś przejechać Dakar, to z Jackiem Czachorem w ciężarówce. Mamy takie marzenie.

W Rijadzie rozmawiał Kryspin Dworak