Lechia Gdańsk. Wierny kibic, pan Piotr, nie opuścił żadnego meczu na nowym stadionie

Lechia Gdańsk. Wierny kibic, pan Piotr, nie opuścił żadnego meczu na nowym stadionie

Od momentu przenosin, w sierpniu 2011 r. na nowy stadion na Letnicy, Lechia Gdańsk rozegrała na nim 179 meczów - 175 lidze, trzy w Pucharze Polski, jeden w kwalifikacjach Ligi Europy. 15 z tych spotkań (14 w lidze, jedno w Pucharze Polski) z powodów pandemicznych zostało rozegranych bez udziału publiczności. Kibic Lechii z Nowego Portu, pan Piotr był zawsze. Z okazji jubileuszu, dziesiątej rocznicy rozegrania pierwszego oficjalnego spotkania na nowym stadionie zapytaliśmy go jak mu się to udało, jakie ma plany, cele i marzenia.

Pierwszy raz - 14.08.2011 - Lechia - Cracovia 1-1

Na starym stadionie Lechii przy Traugutta 29 byłem parę razy z ojcem, ale bardziej niż piłka nożna pociągała mnie wtedy koszykówka - to była era Chicago Bulls. Kojarzyłem za to z Zespołu Sportowych Szkół Sportowych, do której uczęszczałem grupę chłopaków którzy są piłkarzami Lechii. Wśród nich, Sebastiana Milę, znał chyba każdy w szkole. Nie było tygodnia, by trener Michał Globisz nie pojawił się na korytarzach, by pewnie chłopakom trochę pomóc w indywidualnym toku nauczania.

Można powiedzieć, że jestem kibicem nowego stadionu (śmiech), każdy jakoś zaczynał. Jakiś czas przed otwarciem nowego obiektu Urząd Miasta zorganizował ankietę w sprawie koloru krzesełek, wypełniłem ją i dostałem zaproszenie na pierwszy mecz na nowym stadionie, Lechia - Cracovia, 14 sierpnia 2011 r. W tym samym czasie miałem karnet na Trefla Gdańsk, jednak ujęła mnie atmosfera na meczach Lechii. Na siatkówce jest zapiewajło z tubą, który dyktuje doping, na piłce nożnej jest to wszystko bardziej spontaniczne i autentyczne.

Media społecznościowe

Pierwszy mecz z Cracovią delikatnie mówiąc mnie nie porwał. Nie takiego otwarcia oczekiwałem na takim stadionie, z tak wypełnionymi trybunami i przy niesamowitej atmosferze. Pamiętam, że po meczu niezbyt pochlebnie skomentowałem na swoim Facebookowym profilu grę drużyny trenera Kafarskiego. Już go nie zacytuję, bo nie korzystam z tego medium, jednak jak to bywa z emocjami po jakimś czasie uchodzą z człowieka i na następnym meczu się pojawiłem. Kibica Lechii trudno nazwać kibicem sukcesu, kibicowanie to raczej krzyż na całe życie, są lepsze oraz słabsze okresy i niezależnie jak chłopakom teraz idzie nie ma co przesadnie narzekać i trzeba im dopingować, bo to nasza drużyna i wspólnie piszemy historię.
O tym że minęło 10 lat uświadomiłem sobie w dniu meczu gdy przeglądając Twittera trafiłem na profil Ekstraklasy. 

Śledzę wszystko związane z Lechią, wszystkie plotki transferowe, konferencje prasowe itd. Jestem tym, który rozsyła newsy grupie znajomych na Whatsapp. Koledzy nawet żartują, że czasem coś napiszę, zanim zrobi to klub.

W okresie gdy kibice nie mogli wchodzić na trybuny miałem mały kryzys kibicowski. Jestem zdecydowanie kibicem stadionowym, a nie telewizyjnym i gdy nie czuć atmosfery trybun mecze przechodziły trochę obok mnie co też wpłynęło, że stałem się mniej aktywny na Twitterze. Pamiętam, że to ja skopiowałem film od znajomego  Żarko Udovicicia, gdy śpiewał na jakimś przyjęciu, gdy miał leczyć kontuzję.

Z perspektywy czasu żałuję, że to opublikowałem, a on sam został odstawiony przez Stokowca na boczny tor. Nie sądziłem, że konsekwencje dla niego będą aż tak dotkliwe.

Miejsce na stadionie

Wędrowałem po "Bursztynku". Pierwszy mecz oglądałem z "zielonej", byłem na niej na łuku. Mówi się, że najlepiej mecze się przeżywa na zielonej, tam gdzie najgorętszy doping. Pewnie i tak jest, ale ja mimo że z poziomem sportowym bywa różnie, chcę te mecze oglądać.  Przez jakiś czas chodziłem na trybunę honorową, sektor numer 2, obok trybuny prasowej, kolega mnie namówił, mówiąc, że widok będzie zbliżony do kamer telewizyjnych. Od kilku lat ze znajomymi obserwuję mecze z trybuny żółtej, mamy swoje  towarzystwo. Oglądamy zawsze na stojąco, tak jest najlepiej, tam jest nasza "mini-zielona". Mam piękny widok z pracy na stadion. I jak tu nie chodzić na Lechię?


Wyjazdy

Byłem tylko raz na meczu wyjazdowym Lechii, za to wyjątkowym. To był finał Pucharu Polski z Jagiellonią w 2019 r. Wszedłem dopiero na drugą połowę, w pociągu różne rzeczy się działy. Udało mi się potem kupić koszulkę z finału Pucharu Polski.

Kilka razy była propozycja aby pojechać na mecz do Wrocławia, ale nie przepadam za meczami przyjaźni ze względu na ich miałką atmosferę, zdecydowanie wolę drużyny które są dla nas rywalem również na trybunach.

Gdyby wyjazdy nie wiązały się z koniecznością przeznaczenia na nie praktycznie całego dnia to pewnie bym jeździł. Dla mnie to na dziś trochę za dużo zachodu, ale nie mówię im kategorycznie nie. Być może jest to jakiś kibicowski cel do osiągnięcia na przyszłość?

Puchar Polski

Posiadacze karnetów na ligę mieli mieć przywilej, że na mecze pucharowe mogą wejść za darmo. Niestety na nowym stadionie nie mamy szczęścia do meczów pucharowych. Ile ich było? Dwa? Miał być trzeci z Piastem Gliwice, ale wtedy akurat wybuchła pandemia. Szkoda, bo bardzo lubię mecze pucharowe. W lidze można jeszcze odrobić straty, ale puchar to wóz albo przewóz, mecze wyjazdowe w Pucharze Polski oglądam przeważnie na stojąco. Jak na stadionie.

Wakacje

Często liga zaczyna rozgrywki w środku wakacji, nie mam z tym problemu, ustawiam wszystko pod Lechię. Nie mam żony, dzieci, to na pewno ułatwia. Ostatnio siostra organizowała chrzciny dziecka, pytałem ją wielokrotnie o termin, tak by nie kolidowały z meczem Lechii. Gdy jestem na jakichś urodzinach, imprezie, a mecz jest np. o 20, wtedy o 18 grzecznie przepraszam i udaję się w stronę stadionu. W 2012 czy 2013 r. wieczorem był mecz z Wisłą Kraków. O 9 czy 10 rano miałem zabieg chirurgiczny w Gdyni, byłem pod narkozą. Gdy się wybudziłem, cały obolały, na własne życzenie wypisałem się ze szpitala. Zdążyłem. Nie mogłem odpuścić.

Trenerzy

Na każdym trenerze są w końcu wieszane psy. Tak też było z Piotrem Nowakiem, ale jego drużyna, przez jakiś czas grała ofensywnie, przyjemnie dla oka, miała pomysł, pomimo czasem męczącej "umbrelli". Szkoda tego ostatniego meczy z Legią w sezonie 2016/17, minimalizm totalny. Oglądałem ostatnio Nowaka w TV, mówi się o jego powrocie do Polski. Ja go dobrze wspominam.

Ulubiony piłkarz

Chyba Lukas Haraslin - przychodził jako młody chłopak, rósł razem z klubem. Był u nas długo, fajnie się wypromował. Przedłużyli z nim kontrakt mimo kontuzji, dla niego chodziło się na mecze.

Najlepsze mecze

Żałuję, że nie mogłem być na derbach z Arką w maju 2020 r., gdy było 4-3. Niestety spotkanie odbyło się na pustym stadionie. Pamiętam derby w 2018 r., gdy było 4-0 po pierwszej połowie, dosłownie fruwałem po trybunach. Dziękujemy Arce Gdynia za tamten sezon, że dała nam wtedy 9 punktów, gdyby nie ona, spadlibyśmy z ligi. Pamiętny mecz z Ruchem Chorzów, przegrywaliśmy dwoma bramkami, skończyło się 4-4, po bramkach Rasiaka i Dudy. Meczu nie pamiętam, ale końcówkę do końca życia. No i oczywiście legendarny mecz z Termaliką Nieciecza z lutego 2018 r., na którym była elita kibiców. Oficjalnie trochę ponad dwa tysiące, tak naprawdę było chyba koło tysiąca. Było minus 15 stopni, część znajomych odpuściła. Poszliśmy w przerwie po herbatę, zanim wróciliśmy na miejsce już była oszroniona. Kurtka, odzież termiczna, sweter, kalesony, drugie spodnie, wszystko było grane. Był pomysł by wypuścić koszulkę "Przeżyłem Termalikę - minus 15 stopni". Szkoda, że taka nie powstała.

Obecny sezon

Mam obawy o kolejny mecz z Lechem Poznań. Nie idzie nam tam. Dwa lata strasznie ostrzeliwali naszą bramkę, było chyba 40 strzałów i w końcu pokonali Dusana Kuciaka. Myślę, że na ligowej mecie osiągniemy mityczne "top 5". Chociaż mamy teraz prezesa z Piasta Gliwice, może on załatwi wreszcie mistrzostwo? Ile można czekać?

Koszulki

Lubię koszulki piłkarskie, chcę żeby Lechia wypuściła na rynek fajne trykoty. Na 75-lecie klubu, wyciągnięto stare koszulki z magazynu i naklejono na nie jubileuszowe logo. Byłem zawiedziony.

Nałóg

Chyba tak, Lechia to jest mój nałóg, ale przyjemny. Piję w normie, papierosa nigdy nie paliłem, nikomu krzywdy nie robię. Mój nastrój następnego dnia często zależy od wyniku Lechii.

Cel

To chyba jasne - mistrzostwo Polski - to jest cel nasz wszystkich. Czy stawiam sobie cel, by jak najbardziej wyśrubować rekord nieopuszczonych meczów? Nie. Lechia gra, to idę na mecz. To najzupełniej normalne, nic w tym niezwykłego nie ma.

Byłem na wszystkich meczach, na których mogłem być, łącznie z tzw. "supermeczami". Nie byłem na prezentacji przed obecnym sezonie i meczu z Litwinami z Panevezys. Uważam, że można było zrobić prezentację na plaży z Brzeźnie lub na Targu Węglowym, turyści by się zaciekawili itd. Inaczej wygląda tysiąc ludzi na plaży, inaczej na 40-tysięcznym stadionie.

Pandemia

Mam znajomych wśród dziennikarzy, mogłem się postarać, by być na meczach bez publiczności, ale to nie to samo. Odpuściłem. Tych 15 meczów w pandemii nie liczę. Na pierwszym meczu domowym w tym sezonie z Wisłą Płock, gdy przed meczem zaczęliśmy śpiewać nasz hymn, aż mi się oczy zaszkliły.

Rytuały

Zawsze w dzień meczowy przychodzę do pracy w koszulce Lechii. Jeśli mecz jest weekend, wówczas w piątek do pracy przychodzę w biało-zielonym pasiaku. Moim ulubionym terminem jest zdecydowanie sobota wieczór, bo przed meczem można się napić piwa, a po jeszcze wszystko przegadać, przeanalizować bez pośpiechu, bo rano trzeba wstawać. A poniedziałki? Najbardziej antykibicowski termin zrobiony chyba tylko dla telewizji. Mam nadzieję, że w końcu zniknie z piłkarskiego kalendarza.